Język miłości

Marshall Rosenberg przytacza pewną opowieść, która nieustająco ożywia moje serce.
Wszedłem do poczekalni dworca autobusowego i zobaczyłem starszego pana, prawdopodobnie pracownika farmy, trzymającego pomarańczę. Wyglądało na to, że niedawno skończył posiłek, ponieważ w pustej papierowej torbie pozostawała tylko jedna pomarańcza. Po chwili po przeciwnej stronie w poczekalni dostrzegłem kobietę z małym chłopcem na ręku. Chłopiec miał wzrok wbity w pomarańczę. Starszy pan zauważył to. Natychmiast podniósł się i ruszył w jego stronę. Gdy stanął obok chłopca, spojrzeniem poprosił jego mamę o pozwolenie na poczęstowanie dziecka owocem. W odpowiedzi ona uśmiechnęła się przyzwalająco. Starszy pan obiema dłońmi podniósł pomarańczę do ust, pocałował ją i podał chłopcu.

Wrócił na swoje miejsce, a ja usiadłem obok niego, by powiedzieć jak bardzo poruszyła mnie ta scena. Uśmiechnął się, wyraźnie zadowolony z wyrażonego uznania dla swojego zachowania. „Poruszyło mnie zwłaszcza to, że pocałował pan pomarańczę przed podaniem jej chłopcu” powiedziałem. Przez chwilę milczał z poważnym wyrazem twarzy, aż w końcu odpowiedział mi tymi słowami: „żyję na świecie sześćdziesiąt pięć lat i jeśli czegoś się w życiu nauczyłem, to tego, by nikomu niczego nie dawać, jeśli mój dar nie płynie prosto z serca”.

Wiele jest w tej historii rzeczy związanych z komunikacją językiem serca.  Starszy człowiek zauważył dziecko, uszanował to, że mama może nie chcieć żeby jej dziecko jadło owoce lub brało coś od obcych – wzrokiem poprosił o zgodę. Rosenberg wyraził swoje poruszenie, człowiek przyjął je z zadowoleniem. Wiele osób zostało obdarowanych uwagą w ciągu niespełna kilku minut. Jeden gest serca uruchomił kolejne, przynosząc dobre emocje, otwierając oczy na to, co dobre. 

Dawanie z serca to obdarowywanie kogoś dla niego samego. W miłości do drugiego człowieka ważne jest aktywne działanie, a nie tylko bierne bycie, czy co gorsza „poświęcanie się” z przymusu i poczucia winy. Dawanie nie oznacza robienia tego, co „należy”, czy „wyrzekania” się dla kogoś, ale bycie z drugą osobą w kontakcie. Jak pięknie pisze Fromm „człowiek w miłości daje swoją radość, swoje zainteresowanie, zrozumienie, swoją wiedzę i swój smutek – wszystko co w nim żywe…” Podążając za sercem „…wzbogaca drugiego człowieka, wzmaga w nim poczucie istnienia, wzmagając zarazem poczucie własnego istnienia”

Miłość to nie tylko stan motyli w brzuchu, ale to zachowania, które powodują pozytywne emocje po obu stronach, ponieważ zaspokajają wzajemne potrzeby.

Pomyśl – w jakich sytuacjach dajesz z serca, tylko dlatego, że ktoś tego potrzebuje.

To mogą być drobne gesty – wyraz troski, zainteresowania czyimś życiem i potrzebami….

*Fromm, E. (1956/1994). O sztuce miłości. Tłum. A. Bogdański. Warszawa: Wydawnictwo Sagittarius
*Leu, L. (2016). Porozumienie bez przemocy. Warszawa: Wydawnictwo Czarna Owca