Akceptacja i norma

Jak bardzo nasze serca tęsknią za byciem przyjętym! Acceptatio z łaciny to dosłownie przyjmowanie. Oznacza więc zgadzanie się na to, „co jest”, zamiast ciągłego żądania „by było inaczej”. Jako rodzice oczekujemy od dzieci najczęściej jednego, czyli posłuszeństwa – dziecko ma być posłuszne, czyli robić to, „co jest słuszne”, czyli po naszemu, bo tylko nasze jest ważne, prawdziwe, mądre, dobre i słuszne…

W praktyce oznacza to sytuację, w której nasze zawsze jest słuszne w tu i teraz, a jeśli druga osoba postępuje inaczej to, jest: niegrzeczna, egoistyczna, roszczeniowa, arogancka – bez końca można by mnożyć etykiety wynikające z bezradności. Wygląda na to, że akceptacja kończy się tam, gdzie zaczyna się inność – w zachowaniu, przeżywaniu, rozumieniu, czy chociażby funkcjonowaniu w relacjach. Bardzo trudno jest nam zaakceptować wolność drugiej osoby, czyli to, że ona w danym momencie wybiera coś innego, bo coś innego jest dla niej ważne niż aktualnie jest ważne dla nas. Nie akceptujemy zachowań odbiegających od normy społecznej.

Deklarujemy bezinteresowną i akceptującą miłość, ale ciągle chcemy, by inni robili to, co w danym momencie zaspokaja nasze potrzeby i tylko w sposób, który mamy aktualnie w głowie. Dziecko ma posprzątać w pokoju teraz, córka powinna być wdzięczna matce, mąż powinien rozmawiać o uczuciach i pytać żonę jak się czuje, rodzicami należy się opiekować – jeśli ktoś robi inaczej niż głosi przekonanie tkwiące w naszej głowie, będziemy starali się go zmienić. Zaczyna się wtedy rzeźbienie drugiego człowieka na nasz obraz, a brakuje przyjęcia tego, kim on jest w swojej wyjątkowości i niepowtarzalności…