O uważności

Połowa września. W Polsce podobno zimno…
Trzeci dzień jestem w Lucce, jest mi bardzo ciepło i nie tylko dlatego, że słońce każdego dnia otula mnie swoimi promieniami. Jest ciepło ponieważ jest bliskość, uważność i troska. Przyjechałam uczyć się włoskiego w szkole językowej. Ludzie są tu bardzo uważni na siebie – ciągle ktoś pyta jak się czuję, czy wszystko ok, czy mam z kim zjeść obiad, czy jadłam dzisiaj kolację, czy czegoś potrzebuję, czy może chciałabym pójść na spacer i porozmawiać, jak spędziłam dzień, czy był on dla mnie dobry… Serdeczność, troska i zainteresowanie…

Podczas wspólnej wycieczki, kiedy trudno znaleźć właściwe słowa, bo dla wszystkich język jest wyzwaniem, widzę, że dużo jest uważności na siebie nawzajem. Ludzie mało mówią, dobierają słowa, słuchają siebie patrząc na siebie z zainteresowaniem – wspólna rozmowa pozwala uczyć się od siebie, tutaj jest to szczególnie cenne, bo uczymy się języka, więc łapiemy te chwile kiedy ktoś chce być, rozmawiać i pomóc.

Myślę, że nasz świat byłby cudowny, gdybyśmy tak słuchali i dobierali słowa rozmawiając ze sobą codziennie. Patrząc sobie w oczy, chwytając chwilę, szukając kontekstu i tego, co ważnego kryje się za słowami – jaka historia, którą trudno opowiedzieć, bo słów brakuje…

A jednak mimo braku słów jest przynależność. Chodzę po mieście i co najmniej kilka razy po południu ktoś macha do mnie z uśmiechem i pyta, jak się mam zamiast mówić, co u niego. Piękne! Chcę to zabrać do nas, do Polski, żeby wszystkim mogło być ciepło z samego faktu, że są zauważani…