Nie przejmuj się – to zdanie słyszę, gdy jestem atakowana, oskarżana o coś, czego nie zrobiłam, gdy czytam hejtujące komentarze w internecie, pod postami, filmami rozmowami, pod tym co robię…

Nie przejmuj się oznacza – nie czuj, niech cię nie boli, udawaj, że cię to nie dotyka, pozwól im na to, by krzywdzili (!)

Wielu ludzi mówi, że nie należy zajmować wtedy stanowiska – uwaga (!) – „bo popadniesz w kłopoty” lub „bo ludzie cię porzucą”, bo po co się narażać.

Ten strach przed porzuceniem jest jak jakiś społeczny knebel – nie wolno stawać po stronie prawdy, należy przemilczeć – wtedy ci, co krzyczą mają głos i wygrywają oskarżenia. Prawda przestaje mieć znaczeni.

Zaczyna mnie przerażać, kiedy czytam, że „dziennikarzom nie chodzi o prawdę tylko o klikalność”. Czyli klika się niszczenie ludzi? Naprawdę tak nisko upadamy?

Dlaczego dajemy się nakręcić kolejnym „newsom” dokładając „od początku to wiedziałem” „zawsze czułem, że coś z nią nie tak”?

Dlaczego tak mamy, że nie stajemy w obronie prawdy i ludzi, którzy są dla nas ważni?
Myślę, że lęk przed porzuceniem przez „innych” oblepia jak kokon – daje iluzję bezpieczeństwa, ale zabiera możliwość ruchu ku bezpieczeństwu i ku relacji.

W chwili zagrożenia wolimy opuścić.

Wielokrotnie to widziałam i doświadczałam – milczenie tych, którzy wydawali się być blisko. Kiedy to piszę to zadaję sobie w głowie pytanie co boli bardziej – czy to że kolejni obcy rzucają kamieniem, czy to, że ci którzy do tej pory „korzystali” nagle kwestionują wszystko…

„Nie przejmuj się” to nie rada. To instrukcja samoporzucenia w imię tego, żeby inni zostali.
To nie jest troska – bo skąd wiesz jak się o mnie zatroszczyć??

„Przejmowanie się” to nie jest histeria. To informacja, że czujesz i masz wrażliwość na krzywdę.
To znaczy, że coś Cię porusza, że coś jest w Tobie żywe, że coś boli i potrzebuje zaopiekowania, Twojej uwagi, Twojej własnej troski.
 
Okazywanie emocji w tej sytuacji to nie jest brak dojrzałości – to informacja o tym, że czegoś potrzebujesz i na pewno nie są to złote rady o „olaniu” czy „puszczeniu wolno”.

Miejmy odwagę być po swojej stronie i czuć !

Pięknie o tym mówi i pisze Filip Cembala – dziękuję, że się przejmujesz i że zabierasz głos!

Mam taki apel – jeśli nie umiesz zabrać głosu w obronie to przynajmniej daruj sobie to durne „nie przejmuj się”.

A jeśli chcesz być blisko to może zapytaj:

– Co Cię w tym porusza?
– Jak mogę być w tym z Tobą?
– Co by Ci pomogło?
– Jakiego wsparcia ode mnie potrzebujesz?

Zaufaj, że to ten drugi jest teraz ważny, nie Ty i nie to co myślisz na ten temat!!